Nie udał się wyjazd do Prudnika koszykarzom stargardzkiej Spójni. Podopieczni Mieczysława Majora wysoko przegrali.
Pogoń Prudnik - Spójnia Stargard 86:63 (24:19, 27:21, 9:11, 26:12)
Pogoń: Lepczyński 34, Czapla 14, Jankowski 14, Łakis 9, Taraseiwcz 5, Rogacewicz 4, Trytek 4, Kluś 2.
Spójnia: Soczewski 15, Piechucki 13, Polowy 9, Zarzeczny 9, Jankowski 8, Trypuć 5, Koziorowicz 2, Molenda 2, Szatkowski.
Spójnia
zagrała w Prudniku z Andrzejem Molendą i Arkadiuszem Soczewskim w
składzie. Obaj w ostatnim tygodniu zmagali się z kontuzjami. Molenda
nie grał w lidze od czterech tygodni i ta przerwa była widoczna w jego
postawie po powrocie na boisko.
Nie mogli odrobić
Mecz
w Prudniku od początku ułożył się po myśli gospodarzy. Pogoń odskoczyła
stargardzianom na kilka punktów i utrzymywała przewagę. Przez większą
część meczu było to 6-10 punktów.
- Pierwsze dwie kwarty, mimo kilku punktów przewagi Pogoni, dawały nam szansę na zwycięstwo - uważa Mieczysław Major, trener Spójni. - Naszym problemem w tym spotkaniu były przede wszystkim straty, których zrobiliśmy blisko dwadzieścia.
Te
błędy powodowały, że Spójnia nie była w stanie zniwelować całej straty.
Trener Major widząc, że zwycięstwo wymyka się jego ekipie musiał
korzystać z usług borykających się z kontuzjami Soczewskiego i Molendy.
Pierwszy z nich został najskuteczniejszym graczem Spójni, u drugiego
widać było, że dawno nie grał w lidze.
Zdaniem trenera - Mieczysław Major, Spójnia
-
Ta porażka to kubeł zimnej wody wylany na nasze głowy. Po zwycięstwach
z AZS-em Opole, Sudetami Jelenia Góra czy UKKS-em Leszno chyba za
bardzo uwierzyliśmy, że z naszą grą jest już bardzo dobrze. Koszykarze
Pogoni pokazali, że tak wcale nie jest. Musimy teraz solidnie pracować,
żeby w pozostałych spotkaniach nie zagrać już tak jak w Prudniku.
Za wysoko przegrali
W
trzeciej kwarcie stargardzianie nie pozwolili rywalom uzyskać większej
przewagi. Ale nie tyle za sprawą swojej lepszej postawy, co przez
słabszą skuteczność gospodarzy. Obie drużyny w tej części rzuciły w
sumie tylko 20 punktów. Ale wygrana 11:9 trzecia kwarta sprawiła, że
Spójnia cały czas miała szansę na zwycięstwo. W czwartej kwarcie
zniwelowała straty z szesnastu punktów do sześciu. W 34. minucie meczu
przegrywała tylko 58:64. Efekty wtedy przyniosła strefowa obrona
stargardzian.
- I niestety zamiast pójść za ciosem stanęliśmy - mówi trener Major. - Do końca spotkania rzuciliśmy już tylko 5 punktów, a przeciwnik 22.
Kiedy
była szansa na wygraną stargardzianie znowu zaczęli popełniać proste
błędy, które kończyły się kolejnymi stratami. Przeprowadzili też kilka
nieprzemyślanych indywidualnych akcji. Wszystkie błędy stargardzian
wykorzystywali koszykarze Pogoni, którzy bez problemu kończyli
kontrataki po przechwytach lub faulowani trafiali z linii rzutów
osobistych. W końcówce spotkania wykorzystali dziesięć z dwunastu
takich rzutów.
Stargardzianie mieli przed tym meczem w tabeli
punkt straty do Pogoni. Teraz tracą już dwa punkty przez co ucieka im
czołowa czwórka. Porażka boli tym bardziej, że Spójnia pozwoliła
drużynie z Prudnika odrobić stratę z pierwszego spotkania między tymi
ekipami. W Stargardzie podopieczni Mieczysława Majora wygrali 93:81.
Teraz, po porażce 23 punktami w prudniku, przy równej liczbie punktów
Pogoń będzie sklasyfikowana wyżej od Spójni, bo ma lepszy bilans
bezpośrednich potyczek.
za gs24.pl