Koszykarze Spójni przegrali w Szczecinie 83:69 i ich szanse na wejście do play-off są czysto matematyczne, mimo tego, że ostatni mecz wygrają walkowerem, gdyż Olimpia Legnica wycofała się z rozgrywek.
Komplet publiczności, dwa dobrze zorganizowane fankluby i żywiołowy doping - derby przypominały spotkania Spójni Stargard i PKK Szczecin w ekstraklasie. Emocji też nie brakowało, bo i stawka meczu była bardzo duża. AZS Radex wciąż miał szansę na pozycję lidera, ale musiał wygrać. Spójnia walczy o play-offy i - by nie oglądać się na inne zespoły - też musiała wygrać. Gospodarze przystępowali do spotkania podwójnie zmotywowani, bo przed tygodniem przegrali w Poznaniu, czym zawiedli swoich kibiców. Wielką chęć wygranej w zespole AZS szybko dostrzegł również szkoleniowiec Spójni.
- Zagrali z większą determinacją - stwierdził Mieczysław Major.
Szczecinianie szybko odskoczyli na kilka punktów i ten dystans potrafili utrzymać. Prowadzenia nie oddali do końca meczu, choć zryw stargardzian po zmianie stron mógł zakończyć się powodzeniem i emocjonującą końcówką. Twarda obrona gości, trochę pecha akademików (np. Paweł Podgalski próbował zakończyć akcję wsadem, a trafił w obręcz) i chłopcy Majora doszli na trzy punkty. Mało tego - mieli rzuty osobiste. Michał Trypuć oba spudłował.
- A wcześniej mój niecelny rzut, strata, pudła przy osobistych - biorę to na siebie - powiedział rozgrywający Spójni. - Ogólnie to szczególiki zadecydowały o naszej porażce.
- To sport. Wielcy piłkarze nie wykorzystują karnych. Psychicznie chyba tego meczu nie wytrzymaliśmy najlepiej, bo tylko Arek Soczewski zagrał na swoim poziomie - ocenił Major.
W końcówce wygrało doświadczenie Andrzeja Karasia. Obrońca AZS Radex przy każdej sposobności rozmawiał ze swoimi kolegami. - Chodziło mi o to, by grać rozsądnie, długo rozgrywać, nie decydować się na indywidualne akcje - wyjaśniał.
Poskutkowało. Stargardzianie za szybko chcieli i nie wychodziło, a chłopcy Majcherka spokojnie punktowali rywala.
- Wielka chęć wygrania tego spotkania, a co za tym idzie, duża koncentracja w zespole. Każdy coś wnosił na parkiet, brakowało słabych ogniw. Obrona zaprowadziła nas do zwycięstwa - podsumował Karaś.
- Nie potrafiliśmy wstrzelić się do kosza w tej specyficznej hali. Dziwiło nas, że akademicy oddają większość rzutów od deski. My rzucaliśmy inaczej i nie wpadało - dziwił się Soczewski, jedyna pewna opcja w ataku Spójni.
Oba zespoły znają się dobrze, więc trudno było czymś zaskoczyć. Mecz mógł być bardziej wyrównany, gdyby swój dzień miał lider Spójni Kamil Piechucki. Oczekiwano jego snajperskiego pojedynku z Maciejem Majcherkiem. Stargardzianin zdecydowanie przegrał, choć Major do końca próbował nim ratować wynik. Po każdej zmianie Kamil rzucał, ale pudłował. Końcówkę oglądał już z ławki. Zabrakło jego trójek, bo Soczewski to było za mało na kolektyw AZS.
- Trójki Kamila i pozostałych mogły być decydujące - mówił Major. - AZS lepiej się przed tym bronił - wypychał nas na obwód. A gdy my ich odrzucaliśmy - świetnie penetrował w ataku.
AZS wygrał prestiżowe derby, a kibice głośno dopominali się awansu do I ligi. Do play-offów przystąpi z drugiej pozycji. Rywala pozna po ostatniej kolejce.
AZS Radex Szczecin - Spójnia Stargard 83:69 (21:14, 19:19, 16:18, 27:18)
AZS: Majcherek 32 (1x3), Balcerek 13, Pytyś 13, Kowalski 8, Kwietniewski 2 - Podgalski 8, Karaś 5 (1), Michalski 2.
Spójnia: Soczewski 26, Molenda 9, Trypuć 9 (3), Zarzeczny 6, Piechucki 4 - Polowy 8, Koziorowicz 4 (1), Jankowski 3 (1), Szatkowski 0.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin